6 LUTEGO – SAMOTNOŚĆ JEZUSA, I CZWARTEK MIESIĄCA

Napisany dnia: Luty 6, 2020

6 LUTEGO – SAMOTNOŚĆ JEZUSA, I CZWARTEK MIESIĄCA

Dawno, dawno temu, pewna zakonnica próbowała mi wytłumaczyć sens wieczystej adoracji, uważanej za główny charyzmat i cel istnienia jej zakonu. Zakonnice w tym zakonie były rozpisane na dyżury, aby w kaplicy o każdej porze (na przykład o trzeciej nad ranem) któraś z nich adorowała Najświętszy Sakrament.

– Chodzi o to – powiedziała mi moja rozmówczyni – że w Ogrodzie Oliwnym uczniowie zawiedli Jezusa, bo spali, kiedy prosił ich o czuwanie z Nim. Teraz, dzięki takim zakonom, jak nasz, Jezus już nigdy nie jest sam!

Oczywiście trudno zaprzeczyć, że ten moment w życiu Jezusa, kiedy modlił się w Ogrójcu, był związany z Jego głęboką samotnością. Ks. Ryszard Kempiak, salezajanin, napisał nawet w jednym z artykułów, że w scenie rozgrywającej się w Getsemani, jak w soczewce skupiają się wszystkie aspekty samotności Jezusa. Jezus został wówczas zupełnie sam ze swoją trwogą. Getsemani, miejsce tłoczenia oliwy, było świadkiem dramatycznej walki, kiedy Jezus był miażdżony krańcową samotnością, lękiem przed śmiercią, pokusą ucieczki, a w końcu także zdradą przyjaciela. Kilka godzin wcześniej, spożył ze swymi uczniami ucztę paschalną w Wieczerniku. Przekonywał swoich uczniów o miłości do nich. W słowach pełnych zaufania i gestach pełnych serdeczności pokazał, że jest dla nich kimś bliskim. Potem wspięli się na Górę Oliwną. Jezus często, szukał odosobnienia, kiedy się modlił. Tym razem jednak było inaczej. Potrzebował obecności swoich przyjaciół. Poprosił trzech najbliższych uczniów i filary wspólnoty chrześcijańskiej – Piotra, Jakuba i Jana, aby spędzili z nim noc na czuwaniu i modlitwie. Zostańcie tu i czuwajcie ze mną44540199_256560958387805_822233559963009024_n – powiedział (Mt 26, 38). To czuwanie miało być udziałem w próbie Jezusa. Jezus prosił tych, którzy byli najbliższymi świadkami Jego najważniejszych przeżyć, aby mu przynajmniej duchowo, towarzyszyli w tym trudnym dla Niego momencie. Odszedł kilka kroków dalej i pogrążył się w modlitwie, ale kiedy podszedł do uczniów, zastał ich śpiących. I ta sytuacja ciągle się powtarzała. Kiedy odchodził oni znów zasypiali. Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? (Mt 26, 40); Śpicie jeszcze i odpoczywacie? (Mt 26, 45). Łukasz jest wzruszająco taktowny wobec uczniów, stwierdzając, że byli „śpiący ze smutku” (Łk 22, 45). Łagodzi to jakoś obraz śpiących apostołów, ale nie zmienia faktu, że kiedy Jezus ich potrzebował, oni odpływali w krainę marzeń sennych.

Łukasz jako jedyny podaje także informację, że w godzinie zwątpienia i próby w ogrodzie Oliwnym, kiedy uczniowie zawiedli, gdyż zostali pokonani przez senność, zstąpił z Nieba anioł, który pocieszał i umacniał Jezusa (Łk 22,43). Jest to jeden z bardziej poruszających fragmentów w Piśmie Świętym. Myśl, że Jezus potrzebował pocieszenia ze strony anioła, czyni Go bardzo bliskim.

Carl_Heinrich_Bloch_-_Gethsemane

“Getsemani”, olej na płycie miedzianej, Carl Heinrich Bloch, 1873 r.

Bardzo lubię obraz duńskiego malarza Carla Heinricha Blocha „Gethsemane”, na którym możemy ujrzeć anioła, przytulającego do siebie Jezusa, swego Pana i Stwórcę, który jako człowiek odczuwa strach przed mającą niebawem nadejść męką i opuszczeniem.

W jednym z opowiadań Vladimira Volkoffa, zawartym w książce „Kroniki anielskie”  możemy poznać, jakie były uczucia anioła, który miał pocieszyć Jezusa w Ogrójcu. Otóż według Volkoffa anioł ten tak bardzo był przejęty swoją rolą, że kiedy ujrzał agonię Jezusa i krwawy pot na Jego czole, wypowiedział wbrew sobie prośbę: „Pociesz mnie”… I ostatecznie to Jezus musiał być pocieszycielem dla anioła (V. Volkoff, Kroniki anielskie, tł. Beata Biały, Dębogora 2007).

Przypomina mi się tu wiersz poety, który jest szczególnie drogi mojemu sercu, czyli Rainera Marii Rilkego. Napisał on niesamowity utwór pod tytułem „Ogród Oliwny”, który ukazuje osamotnionego i wątpiącego Jezusa, czyniąc Jego samotność w Ogrójcu archetypem wszelkiej ludzkiej samotności:

 

„Wchodził na górę w szarych liści chmurze,

W jesiennym krajobrazie szary i zgubiony.

I złożył ciężar skroni przyprószonych kurzem

Głęboko, w prochu swych gorących dłoni.

 

Po wszystkim to. I to był kres.

“Teraz mam iść, gdy ślepnąc tracę drogę?

I czemu żądasz, abym rzekł, żeś jest,

Gdy sam już Ciebie odnaleźć nie mogę

 

Już Cię nie odnajduję. Ciebie nie ma

we mnie. Ni w innych. Ni w trwaniu kamienia.

Już Cię nie odnajduję. Jestem sam.

 

Sam z troską wszystkich ludzi, w ich czuwaniu.

Przez Ciebie chciałem im zmniejszyć cierpienia,

przez Ciebie, którego nie ma. O, wstydzie.

 

Później opowiadano: przyszedł anioł.

 

Dlaczego anioł? Ach, to przyszła noc

i szeleściła obojętnie nad wezgłowiem.

I poruszyli się we śnie uczniowie.

Dlaczego anioł? Ach, to przyszła noc.

 

Noc ta nie była z tysiąca wybraną,

była jak inne, co mijają nieskończenie:

tutaj śpią psy, tam leżą kamienie,

ach, smutna, ach ta pierwsza lepsza noc

co czeka, kiedy znów nadejdzie rano.

 

Bo aniołowie nie schodzą wezwani

przez tak proszących, ani noce wielkie, jasne –

wszystko opuszcza tych, którzy się gubią sami,

przez swoich ojców rzuceni na pastwę

i ze żywota swych matek wygnani”

(tł.  Adam Ważyk)